Jak przeczekać burzę piaskową w mundurze nazisty będąc Anglikiem

Bastion w sercu Afryki

Bitwa o Tobruk, twierdzę aliantów w Afryce, rozgrywała się w latach 1940-1942 między Anglikami a Państwami Osi, dowodzonymi przez nazistów i Włochów. Ostatecznie wygrała III Rzesza, przynosząc poważną, pierwszą tak wielką, klęskę Narodów Zjednoczonych. I choć działania obronne Tobruku w większości wypadków pozostawały bez szans, to nie oddano go tak łatwo. W obliczu zagrożenia, przy zdecydowanej przewadze artyleryjskiej i liczebnej wojsk Erwina Rommla, trzykrotnie podejmowano próby odparcia wroga z terenów. Kiedy wyczerpały się zasoby amunicji, a liczebność wojsk stanowczo zmalała, spróbowano innych sposobów, w tym podstępu tak prostego w wykonaniu, że aż dziw bierze jak skutecznego.

Damien Lewis, brytyjski pisarz i twórca dokumentów filmowych, jest również cenionym korespondentem wojennym, który przez ponad dwie dekady prowadził relacje m.in. dla stacji BBC i pisał felietony z wielu stref wojennych na całym globie. Do jego głównych obszarów zainteresowań należy SAS – brytyjska jednostka antyterrorystyczna, której działania w większości posiadają status tajnych. Jego najnowsza publikacja „SAS. Komandosi Jego Królewskiej Mości” w szczegółach opisuje działalność formacji podczas II wojny światowej, szczególnie w walce ze „Szczurami Tobruku”.

Fortel doskonały

Damien Lewis skupia się w swojej książce na działaniu plutonu Heaven (Niebiańskiego), którego wielokrotnie nazywa metaforycznie „armią duchów”. To tajna jednostka, która pozorowała jako nazistowscy żołnierze szturmowi. By zmylić wroga alianci przebierali się w niemieckie mundury, dobierali odpowiednią broń, zmieniali chód i ruszali na spotkanie z nieprzyjacielem. Często prowadzili niewielkie akcje sabotażowe, wyruszali wiele kilometrów w głąb pustyni, by przemierzyć ją w stronę Tobruku pieszo, w pełnym skwarze. Zasadnością tego zachowania była próba podejścia wroga od tyłu, ułożenie miasta nie pozwalało na wybranie innej lokalizacji (po drugiej stronie miasta rozpościerał się port).

Najdłuższa, jak dotąd, opisana historia alianckich sił zwiadowczych to wręcz epicka opowieść, której ciekawość podbija niesamowity talent gawędziarski autora. Jest to bez wątpienia jedna z ciekawszych historii z pogranicza wojennego bezprawia, na wskroś odważna w obliczu przeciwności. Śmiała, pełna werwy i buty, napisana z rozmachem, ale bez niepotrzebnego patosu. Opisane przedsięwzięcie stanie się fundamentem legendy o SAS jako najbardziej elitarnej formacji wojskowej na świecie. Może to brzmieć niemożliwie jak najprzedniejsza książka kryminalna. Ale wierzcie, każde słowo jest tu prawdziwe.